| by Zdzisław Jankiewicz | No comments

Mowa ciała

Mowa ciała to przekazywanie informacji otoczeniu o uczuciach, stanie naszego umysłu bez używania mowy, bez wypowiadania słów. Odbywać się to ma automatycznie, bez naszej woli, nawet wbrew naszym chęciom. W takim razie mowa ciała zdradza nas, nasze myśli i nasze uczucia. Przeczytałem gdzieś, że podobno poprzez język ciała jesteśmy odbierani w ponad 50%, zaś tym co mówimy zaledwie w 10%. Nie chce mi się w to wierzyć. Pewno w tym celu musielibyśmy być wyjątkowo wyedukowani w odczytywanie tego objawów. Ja takiej wiedzy nie mam i w tej sprawie interesujących informacji przekazać nie jestem w stanie. 

A jednak przypominam sobie wydarzenie, które na jego świadkach wywołało skutek z pewnością łatwy do zauważenia właśnie poprzez język ciała. Seria obrazów mowy ciała istniejących chyba wbrew chęciom i zamiarom zainteresowanych, była tak wyraźna, że została zauważona przez osobę do tego tak mało przygotowaną jak ja. Na dodatek odbywało się to w trakcie oglądania telewizji. Chodzi mi o przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Westerplatte 1grudnia 2009 r. z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Na uroczystości byli obecni znakomici goście Władimir Putin i Angela Merkel i w trakcie tego przemówienia byli na Westerplatte obecni. To o ich i naszego premiera Donalda Tuska mowie ciała chcę i będę pisał. Prezydent Lech Kaczyński był już wtedy politykiem o utrwalonej osobowości. Oddając głos żonie Przemysława Gosiewskiego, który zginął w katastrofie Smoleńskiej był on człowiekiem, który „dzięki analitycznemu umysłowi i przewidywaniu – widział to, co będzie nie tylko jutro, pojutrze, ale w dalszej perspektywie i ostrzegał, chociaż wiele osób nie rozumiało tego, o czym mówi, lub nie chciało przyjąć poważnie jego ostrzeżenia”. Jego przemówienie na Westerplatte było odważne i bezkompromisowe. To tam padły te sformułowania o niepobłażaniu imperializmowi ani skłonnościom imperialnym. Były one kierowane wprost do W. Putina i trafiały tam. Widać to było właśnie dzięki mowie ciała nie tylko zainteresowanego, ale także kanclerz Merkel i naszego premiera. To przemówienie prezydenta Kaczyńskiego jest dostępne w Internecie. Można go wysłuchać i ponownie zobaczyć reakcje tych osób na padające tam słowa. Wkrótce prezydent wraz z 96. innymi najważniejszymi wtedy w kraju osobami zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Czy fakty te można łączyć? Łączyć z pewnością nie, ale biorąc pod uwagę ową mowę ciała nie można wykluczać. 

Jest zwyczajem, że członkowie rządów zagranicznych są zapraszani przez równorzędne osoby z kraju zapraszającego. W takim razie kanclerz Angela Merkel powinna być zaproszona przez Donalda Tuska. Przez kogo był zatem zaproszony Władimir Putin? Jak wiemy W. Putin zajmował różne stanowiska by pozostawać faktycznym władcą tego kraju. Przeważnie był prezydentem, ale premierem był także. Wtedy właśnie był. W takim razie zapraszał go, przyjmował i oprowadzał po sopockim molo D. Tusk. W normalnych warunkach, przedstawiciel rządu innego państwa przyjmowany jest w obecności pozostałych członków delegacji i tłumaczy. Trudno na przechadzkę po wybrzeżu w okolicy molo w Sopocie zapraszać całą delegację. Tłumaczy panowie Putin i Tusk nie potrzebowali. Rozmawiać mogli w języku niemieckim. Dla D. Tuska jak wiadomo to język prawie rodzinny (jego matka była Niemką), zaś W. Putin był w Berlinie pracownikiem ambasady rosyjskiej i niewątpliwie ten język doskonale znał. Nie potrzebowali tłumaczy. Nasz premier zapytany o czym rozmawiał w czasie tego spaceru z Putinem powiedział, że o okolicy i o pogodzie pewno także. W każdym razie nie pojawiła się żadna informacja o trudnościach w porozumiewaniu się. Nie pojawiła się także informacja, czy może rozmawiali o przyszłej podróży D. Tuska do Smoleńska i na cmentarz w Katyniu. Trudno uwierzyć, że tej rozmowy nie było. Oczywiście bez szczegółowych ustaleń, ale zapewne była. Skończyło się tym, że na początku lutego 2010 Władimir Putin zaprosił telefonicznie Donalda Tuska do Rosji i zaproponował wspólne oddanie hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej. Tusk przyjął tę propozycję. Ponieważ jednocześnie oficjalna data obchodów w Katyniu pozostała nie zmieniona (10 kwietnia 2010), klamka zapadła. L. Kaczyński chcąc w nich uczestniczyć powinien do Katynia pojechać oddzielnie. Czym się to skończyło dobrze wiemy.

Tak się zdarzyło, że10 kwietnia 2010 rozpoczynałem turnus leczenia sanatoryjnego w Busku Zdroju. Wyjechałem stosunkowo wcześnie i po drodze jak zwykle miałem włączone radio. Tak w niezamierzony sposób wysłuchałem wszystkich doniesień radiowych jakie pojawiły się w trakcie katastrofy samolotu naszej delegacji z prezydentem na pokładzie w podróży do Smoleńska. Słyszałem jak kontrolerzy na lotnisku instruowali załogę samolotu, że znajdują się na linii i na ścieżce, później odgłosy określane przez dziennikarzy radiowych jako wystrzały i na koniec hiobowe wieści o katastrofie. Wiem, że w takich razach nie dopuszcza się najgorszych informacji do siebie. Dotyczyć to mogło dziennikarzy i osób znajdujących się na lotnisku. Nie powinno jednak dotyczyć osób obsługi kierujących lotami. Ci są wyposażeni w urządzenia radarowe pozwalające na precyzyjne określenie położenia samolotu podchodzącego do lądowania. Nasz samolot niestety nie był ani na linii (na osi pasa do lądowania) ani na ścieżce. Znajdował się daleko od osi pasa do lądowania i zdecydowania zbyt nisko. Stąd zawadzenie skrzydłem o drzewo i reszta jak zawarta została w rosyjskim raporcie generała Anodiny i w pełni potwierdzona w naszym raporcie z wypadku. Jerzy Miller szef zespołu opracowujący nasz raport jasno powiedział, że nie może on różnić się od raportu Anodiny. To niby po co go pisać?

Tu dochodzimy do sprawy niezwykle lekceważącego podejścia naszych władz do ciążących na nich obowiązków. Oddanie Rosjanom śledztwa w sprawie tej katastrofy to wyjątkowy skandal. To praktycznie przyznanie się, że wyniki tego śledztwa nie interesują nas. Nie chcemy znać prawdy. Więcej. Nie chcemy, by ewentualnie ze śledztwa wynikła jakakolwiek wina Rosjan. Tego absolutnie powinniśmy uniknąć. Pamiętam, że Donald Tusk to wyraźnie powiedział. Dlaczego, to już wyjaśnione nie zostało? To błąd nie do zrozumienia. Śledztwo powinna prowadzić Polska, uratować w całości wrak i z niego odzyskać całą wiedzę, jaka tam była jeszcze do odzyskania. Śledztwo powinno zostać umiędzynarodowione z wykorzystaniem ewentualnych danych jakie mogą mieć Stany Zjednoczone z obserwacji satelitarnych. Tak się nie stało. To dlatego twierdzę, że prawda nas nie interesowała i być może nie chcieliśmy jej znać. Winą za ten krok obciążyć należy w całości premiera Donalda Tuska. Przypomnijmy dalsze tego samego typu jego działania. Decyzja, że ciała osób, które tam zginęły maja być dostarczone do Polski w zamkniętych trumnach i już w Polsce nie otwierane. To, dlatego doszło do skandalicznych pomyłek i pomieszania w trumnach części zwłok różnych osób. Dodajmy do tego niegodne zachowanie się minister Kopacz w czasie pobytu w Moskwie, a szczególnie wypuszczenie już w Polsce grupy „bydlaków”, którzy wyrzucali i bezcześcili kwiaty i znicze składane przez ludność Warszawy parze prezydenckiej. Pozwalam sobie użyć tak niecenzuralnego słowa, gdyż podobno dochodziło do sikania na te wyrazy hołdu. Wierzyć się nie chce, by była to prawda. Z drugiej strony nie znam równie dosadnej nazwy, która by odpowiednio takie zachowanie określiła. 

Jak to się dzieje, że tak ordynarne nieprawości uchodzą w naszym kraju bezkarnie. Bezkarnie zakończyły się przecież wtedy. Próby Macierewicza, by zwrócić uwagę na brak logiki w raportach i rosyjskim, i polskim zostały medialnie zdyskredytowane. Wiadomo Macierewicz to oszołom i nie powinno mu się wierzyć. Gdy dłużej pozostaną ci ludzie przy władzy, każą mu się zwracać środki wydane na te badania. A przecież przez uderzenie w drzewo skrzydłem samolot nie zacznie się rozpadać. Różne jego szczątki, niekoniecznie ze skrzydła leżały na przestrzeni przeszło stu metrów. Wyrwane zostały na przykład drzwi. Wszystko przeszło bez echa. Jaką wiarą szczyci się Donald Tusk w naszym społeczeństwie, że wtedy nikt za to złego słowa o nim nie powiedział. Czy do tego wystarczy zohydzanie reszty działaczy politycznych? Wydaje się, że tak. Więcej, w wyniku nowych wyborów zgodnie z życzeniem przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, został on przez koalicjantów wyniesiony na stanowisko premiera RP. Do koalicji zapraszał wszystkich kto tylko chciał. Im więcej tym lepiej. Dziś swoją władzę utrwala. Czytałem, że teraz ponownie zostałby premierem. Jest niezniszczalny, mimo że zaciągnięte przez rząd długi zbliżają kraj do dopuszczalnej granicy. Czy wykryje ktoś, co się z tymi pieniędzmi dzieje i położy kres temu szaleństwu. Zbyt oddaliliśmy się od sedna tematu. Przepraszam.

Interesuje mnie czy kiedykolwiek dowiemy się prawdy o dramacie Smoleńskim. Wiemy, że to nie interesuje nowych władz w tym Donalda Tuska. Wiemy o tym od dawna, od samego początku. Nie wiemy tylko, czy ma to związek z jego rozmową z Putinem na sopockim molo? Osobiście mógłbym to sobie darować, chociaż ta rozmowa byłby niewątpliwie interesująca. Mnie interesuje, czy to był wypadek czy jednak zamach? Kolejny raz oglądam reportaż z przemówienia Lecha Kaczyńskiego na Westerplatte. Jest dostępny. Polecam. Warto dokładnie zobaczyć. Gdyby to był zamach, to niewątpliwie mowę ciała niektórych z osób słuchających tego przemówienia musielibyśmy uznać za jego zapowiedź.