Mąż stanu
Kiedyś przypadkowo słuchałem w TV audycji, w której zapytano młodego człowieka, czy może wymienić w Polsce jakiegoś „męża stanu”.
Odpowiedział: – oczywiście i oświadczył – Kuba Wojewódzki.
Słysząc tą absurdalną odpowiedź, pomyślałem sobie, że pytanie wcale nie jest proste, a dać właściwą odpowiedź jest jeszcze trudniej. Gdyby pytanie dotyczyło historii ja jako pierwszego wymieniłbym Ignacego Jana Paderewskiego. Postać o pięknym, godnym wyglądzie. To niezbyt ważna cecha, ale można ją dostrzec na pierwszy rzut oka. Ważniejsze są inne. Na przykład to, że nie był tylko politykiem. Był znanym i już sławnym człowiekiem – wielkim pianistą. Dzięki temu był już znany i łatwiej mu było zabiegać na świecie o przychylność dla Polski. Zasłużył się właśnie tym. Gdyby chodziło o historię nie mielibyśmy kłopotu. Moglibyśmy wymienić szereg innych nazwisk godnych tej nazwy. Z pewnością wymieniłbym tu naszego męża stanu i uzdolnionego dowódcę wojskowego Józefa Piłsudskiego. Mimo konfliktu jaki poróżnił go z gen. Rozwadowskim na godność tą zasługuje.
Pytanie jednak dotyczy dnia dzisiejszego. Z pewnością powinna być to osoba wybitna i doświadczona. Zapewne już starsza, która to wybitne miano osiągnęła w służbie jakiejś społeczności. W takim razie tytuł „męża stanu” powinien przysługiwać zapewne członkowi jakiegoś narodu. Szukając polskiego „męża stanu” należy wskazać człowieka działającego w interesie, naszego narodu. Warto zastanowić się jakie cechy winien mieć człowiek, by na takie miano zasłużyć. Znamy z historii postacie, które niewątpliwie „mężami stanu” były. Może w takim razie należy prześledzić ich życiorysy i szukać im podobnych? Metod może być wiele. W końcu istnieje także Internet. Przeglądnąłem. Może nie wszystkie, lecz wiele cech tam podanych wydają mi się trafne. Wymieńmy niektóre z nich moim zdaniem najbardziej godne uwagi:
„Mąż stanu to wybitny i zasłużony polityk lub dyplomata, który kieruje się wizją przyszłości państwa, uwzględniającą wszelkie możliwe do przewidzenia wydarzenia w kontekście krajowym i międzynarodowym, gotowy podejmować także niepopularne decyzje bez oglądania się na sondaże i względy opinii publicznej”.
W takim razie na miano „męża stany” nie będą zasługiwali komedianci i celebryci jak tego chciał wspomniany na wstępie nasz młody człowiek. Celebrytów nam nie brakuje. Dziś w szczególności. Właściwie ludzie godni miana mężów stanu nie szukają taniego poklasku. Kierują się wizją przyszłości państwa. Owszem są odważni i nie stronią od rozgłosu. Celem ich jest zdobywanie przewodnictwa i jeżeli za tym idzie także władzy. Tylko te prerogatywy dają możliwości lepszej służby dla państwa i narodu. Chcąc być skutecznym należy stać na czele, przewodzić innym. To, a nie przysłowiowe „koryto” ma być celem zdobywania władzy. Pozostają jeszcze ambicje. Ambicje tak. To jedyna cecha, która może i przeważnie tych ludzi cechuje i napędza. Jednak prawdziwych mężów stanu dodatkowo powinno cechować umiarkowanie. To wieloznaczny termin. Prawdziwy mąż stanu nie powinien starać się utrzymać przy władzy lub ją zaznaczać za wszelką cenę. Zależeć mu raczej powinno na zdobywaniu szacunku innych przez bycie honorowym, a nie przez wymuszającą postawę despotyczną. Brakiem umiaru charakteryzowało się wielu wielkich wojskowych dowódców. Zapewne należał do nich Aleksander Macedoński i Napoleon.
Pozostają jeszcze „superwielcy” pokroju Adolfa Hitlera, Józefa Stalina i wiernie podążającego ich śladem współczesnego nam watażki Władimira Putina. Dawniej było ich więcej. Nie będę się silił i do nich sięgał. Cieszę się, że podchodząc nawet bardzo krytycznie do historii Polski, trudno byłoby wybrać z niej postać ubiegającą się o miejsce w tym gronie. Powróćmy jednak do zasadniczego toku tej opowieści.
W naszej historii mieliśmy okresy bogate w „mężów stanu”. Godnymi pamięci (historia nasza to uczyniła i ich za mężów stanu uznała) były lata 1914- 1939. To dzięki działających wtedy tym ludziom dokonał się powrót naszego kraju na mapę Europy. To także wysiłek im podobnych nie dopuścił do likwidacji Polski w straszliwych latach drugiej wojny światowej i supremacji komunizmu w Rosji i Europie.
Nas jednak interesuje „tu i teraz”. Mężowie stanu potrzebni są wszystkim narodom, potrzebni są zawsze. Nam jednak potrzebni są teraz, w szczególności teraz. Takie nastały czasy. Znając nieco naszą historię: rozbiory, ostatnią okupację niemiecką i PRL, powinniśmy być szczególnie wyczuleni na problem suwerenności. Kto jak kto, ale my powinniśmy rozumieć, że brak własnego państwa nieodzownie przekłada się na poziom życia naszych mieszkańców, status naszego narodu. Nikt nie zadba tak o nas, jak możemy to zrobić my sami. Trzeba byśmy jednak tą funkcję podjęli i zaczęli skutecznie realizować.
Nie ma niestety procedury powoływania mężów stanu, nie istnieje też taki w kraju organ, urząd to powołanie realizujący. Odbywa się to w procesie długotrwałej służbie krajowi. To społeczeństwo, patrioci, obserwując życie polityczne naszego kraju wybierają i obdarzają jednych tym zaszczytem, innych go pozbawiając. Czy nasze wybory są zawsze słuszne? Niestety wątpię. Z pewnością nie zawsze.
Jeżeli mam się już wypowiedzieć w sprawie kryteriów, to działania ich powinny kierować się wizją przyszłego rozwoju kraju, brać pod uwagę rację stanu państwa (narodu), podporządkowywać każdy inny interes nadrzędnemu interesowi Polski.
Powinien być gotowy podejmować także decyzje niepopularne, ważne w dalszej perspektywie niż termin następnych wyborów, bez oglądania się na sondaże opinii publicznej.
W naszym podzielonym, spolaryzowanym społeczeństwie tak działający politycy i przywódcy będą wściekle przez przeciwników politycznych atakowani. To jest nasze nieszczęście. Spokojną analizę sytuacji i długoterminowe wnioskowanie zastępujemy emocjami. Można by sądzić, że ci najbardziej atakowani to ewentualnie w przyszłości kandydaci na mężów stanu.
Tak było w przypadku Lecha Kaczyńskiego. Wiele z powyżej podanych cech męża stanu można mu przypisać. Budowa Muzeum Powstania Warszawskiego, wizyta w Gruzji w czasie rosyjskiej inwazji. Pamiętamy jak, pomimo tego, trudna była jego prezydentura. Mnie w pamięci pozostało szczególnie przemówienie prezydenta Lecha Kaczyńskiego 1 września 2009 r. przy pomniku na Westerplatte w obecności znamienitych gości prezydenta (może premiera) Władimira Putina, kanclerz Angeli Merkel i premiera Donalda Tuska. To było odważne przemówienie. Rzeczowa analiza przyczyn wybuchu II wojny światowej i wpływu jej skutków na obecną sytuację światową. Odważne, bo skutkujące stwierdzeniem, że zarówno wtedy jak i teraz imperializmowi, a nawet skłonnościom imperialnym należy się zdecydowanie przeciwstawić. Było to przemówienie godne polskiego męża stanu. Czy przyczyniło się ono do jego śmierci?
Dziś wiele lat po nie wyjaśnionej dotychczas przyczynie wypadku, w którym tragicznie zginął (wypadek wyglądał raczej na zamach) dalsze widzenie jego życia i służby Polsce w naszym społeczeństwie zbyt małej, moim zdaniem, uległo zmianie.
W tym miejscu chcę przywołać jaszcze inną, dla wielu wielce kontrowersyjną postać. Mam na myśli Antoniego Macierewicza. Piszę, że to postać kontrowersyjna. Kiedyś miałem możność to sprawdzić. Moja koleżanka z pracy na nazwisko Macierewicz reagowała niezwykle gwałtownie. Mówiła:
– Nie wspominaj mi nawet tego nazwiska. Zobacz, jak on wygląda. Nienawidzę go.
A jednak kiedykolwiek, gdy wchodził do rządu przewidywał i starał się robić rzeczy ważne, może wtedy dla kraju najważniejsze. Przypomnę rząd mec. Olszewskiego. Wtedy utworzył listę członków rządu i sejmu włącznie z prezydentem Wałęsą tajnie współpracujących UB. To dlatego rząd Olszewskiego został obalony, Macierewicz powszechnie znienawidzony, a dekomunizacja przerwana. Może źle. Był następnie likwidatorem WSI. Też za to go krytykowano, chociaż właściwie nie wiadomo za co? Nazwa zniknęła , ludzie zostali. Ja to wiem, byłem w WAT, gdzie to było dobrze widoczne. Mnie Macierewicz ujął utworzeniem wojsk terytorialnych. To strzał w dziesiątkę. Być tak krótko ministrem ON i tak celną podjąć decyzję. Trzeba naprawdę rozumieć współczesne potrzeby kraju. On je rozumiał. Godny wygląd, którego domagała się moja znajoma, mężowi stanu może pomóc, godnych czynów, które czynią męża stanu jednak nie zastępują.
Obecnie osobą szczególnie gwałtownie atakowaną i zwalczaną jest były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Grozi mu wręcz więzienie. Władza doszła do stanu, w którym demokratyczne kraje (Węgry) oferują członkom byłego rządu polityczny azyl. To coś nienormalnego. Ich prześladowania zdarzają się nie pierwszy raz i nie pierwszy raz mają wyraźnie polityczny charakter.
Za całe zło, jakie istnieje w polskim sądownictwie i prokuraturze ma podobno odpowiadać Ziobro. Słyszę to ciągle. A przecież największe tam przemeblowania zostały wprowadzone w ostatnich dwóch latach za rządu obecnej ekipy. Nielegalna prokuratura krajowa, nieuznawany Sąd Najwyższy i Krajowa Rada Sądownictwa, nieuznawane nominacje sędziowskie (neosędziowie). Pogubiłem się w tych machinacjach. Słuchałem wywiadu z sędzią Barbarą Piwnik, ministrem sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera i nie mam wątpliwości, że chyba bałagan wprowadzany do polskiego sądownictwa musi mieć ukryty cel.
Gdy idzie o Z. Ziobro, to w mojej pamięci pozostał jako osoba, która nie uległa szantażowi UE w sprawie braku dostępu do środków unijnych podobno z powodu braku praworządności w Polsce. Przeciwstawiał się premierowi M. Morawieckiemu, który dał się wmanewrować w żądania bez końca czynności nie mającymi nic wspólnego ani z praworządnością, ani interesem Polski. Mąż stanu powinien skutki takich poczynań w przyszłości przewidywać. Ziobro w takim razie je widział.
Jeżeli już wdałem się w tego rodzaju porównania, spróbujmy przewidywania moje doprowadzić do końca. Jak w takim razie zakwalifikować niewątpliwie uzdolnionego, posiadającego zdolność wpływania na innych Donalda Tuska. Powinienem zająć się nim, gdyż jak mi się wydaje minister ON, Kosiniak Kamysz powiedział o D. Tusku „mąż stanu”. Muszę zaprotestować. Nie p. ministrze, on nie jest mężem stanu, w każdym razie „polskim mężem stanu”. Dał temu szczerze wielokrotnie wyraz np. mówiąc (wspomnę to raz jeszcze):
– Polska to nienormalność.
Nie tylko jednak to. W końcu był i jest ponownie premierem polskiego rządu i jestem o tym przekonany, na stanowisku tym działa na szkodę Polski. Jako Polak mam prawo do takiego osądu i prawo do publicznego jego wyrażania. Mam nawet tytuł jaki mu (może nie tylko jemu) chciałbym nadać – to nie mąż stanu, a „podsądny stanu”. Pragnę, by tytuł ten został mu w rzeczywistości nadany. Więcej, jestem przekonany, że biorąc pod uwagę równię pochyłą, po której zaczął staczać się nasz kraj pod jego rządami zasługuje na umieszczenie go na poczesnym miejscu w następnym edycji książki Wielcy Zdrajcy. Jestem pewny, że taka edycja (niekoniecznie autorstwa S. Kopera) powstanie. Tam będzie dla niego miejsce.

Nie przewiduję niestety dla was, dwóch innych architektów ostatniego rządu panów Władysława Kosiniaka Kamysza i Szymona Hołowni godnych tych zaszczytnych tytułów w pamięci potomnych. Niewątpliwie docenią oni (mam na myśli potomnych), że nie chcieliście zostać zdrajcami jak do tego was niektórzy nakłaniali i wybór prezydenta został w sejmie zaprzysiężony. Chwała wam za to, szczególnie p. S. Hołowni.
Niestety nie wykazaliście się panowie dostatecznie przewidywaniem skutków swych decyzji. Na waszych barkach Donald Tusk wjechał na fotel Premiera RP. Bez waszego wsparcia, pomocy byłoby to niemożliwe. W takim razie nie możecie nie odpowiadać wspólnie za to co w kraju się dzieje i do czego on zmierza. Między innymi za narastające w galopującym tempie jego zadłużanie. Dwa lata temu utworzony przez was ruch miał wyjątkowo duże poparcie społeczne. Jak pamięć mnie nie myli głosowali na was szczególnie ludzie młodzi. Nasze dzieci i wnuki. Cóż z tego pozostało do dziś. Niewiele, a raczej prawie nic. To powinniście też kontrolować i przewidywać. Zwracam się głównie do p. Szymona. Dla iluzji urzędnika unijnego porzucił pan obecność w polskiej polityce. Czy zdaje pan sobie sprawę z tego, że oszukał pan tych młodych wyborców? Słuchałem kiedyś pana słów dotyczących „międzymorza”. Idea niesłychanie aktualna obecnie i oczekująca uzdolnionych jej realizatorów. Pan roztrwonił swoje atuty. Czasem nie można wejść ponownie do tej samej rzeki. Podejrzewam, że Polska 2050 zakończyła swój żywot 25 lat przed czasem.