Prawda
Zadaję sobie czasem idiotyczne pytanie co to jest prawda i czy coś takiego istnieje. Pytanie idiotyczne, bo przecież nawet dzieci wiedzą co to jest i że istnieje. Jako dziecko byłem upominany przez matkę: „Tylko mów prawdę, nie kręć”. Nie umiałem zbyt kłamać (kręcić jak to matka nazywała) i moje niecne chłopięce wybryki szybko wydawały się. Nie o tym okresie chcę jednak w tym miejscu pisać. Z przedziwnymi odmianami prawdy, a właściwie jej brakiem zderzyłem się znacznie później już w trakcie pracy w WAT, ale także w innych sytuacjach w jakich przyszło mi się zetknąć z tym przebogatym zbiorem pojęć.
Aby przybliżyć nam istnienia wielu prawd zacznę od znanego dowcipu góralskiego.
Nasi górale znają co najmniej trzy prawdy – prawdę, też prawdę i gówno prawdę.
Osobiście chętnie przystałbym na prawdy góralskie i to nie tylko ze względu na sympatię jaką darzę mieszkańców naszych południowych regionów. Spotkałem się ze znacznie większą ich (prawd) liczbą i niestety o mało sympatycznych nazwach: cała prawda, goła prawda, półprawda, niby prawda, tylko prawda, smutna prawda. Z marszu mogę takie wymienić. Zapewne da się znaleźć i inne.
Są prawdy bardziej znamienne. Była Goebbelsowska prawda – prawda ministra propagandy III Rzeszy Niemieckiej. Zrobiła wyjątkową karierę w czasie ostatniej wojny, ale nie tylko. Teraz wielu z powodzeniem do niej nawiązuje. Nie będę sięgał do przykładów aż tak drastycznych. Chodzi mi o tzw. nasze prawdy: moją, twoją, jego, innych, każdego z nas. Oczywiście dobrze byłoby, gdyby te prawdy były po prostu prawdami bez żadnych dodatków. Również tak uważam. Chętnie bym na to przystał. Byłoby tak, gdyby przy tych naszych prawdach dodatkowo nie majstrować. Nie naginać ich, przystosowywać, modernizować, powodować, by były nam bliższe, znośniejsze, dla nas lepsze. Metod owego majstrowania przy naszych prawdach może być tak wiele. Mogą być różnorodne na tyle, że opisywać je można co najwyżej jako konkretne przypadki i zapewne do tego dochodzi.
Ktoś stojący z boku może uważać, że prawdami tak preparowanymi można się nie zajmować. Niech sobie istnieją. Oczywiście można, ale czasem taka prawda koliduje z twoją prawdą, a nawet ją eliminuje. Co wtedy? Broniąc swojej prawdy wchodzisz w kolizję nawet z fałszem, ale dobrze do tego przygotowanym np. zgodnie z zasadą Goebbelsa dostatecznie często powtarzanym i utrwalonym jako prawda. Sprawdziłem to i zaręczam, że łatwo nie jest.
Prawda prof. Sylwestra Kaliskiego
W 1993 r. w Biuletynie WAT został opublikowany artykuł o oddziaływaniu impulsu promieniowania laserowego na tarczę z deuterku litu i deuteryzowanego polietylenu oraz wykryciu w tym eksperymencie neutronów mikrosyntezy termojądrowej generowanych za pomocą nanosekundowego impulsu laserowego. Poniżej przytoczyłem w całości skan fragmentu tej pracy. Specjalnie powtórzyłem podane w streszczeniu artykułu dane: jakie użyto tarcze i że neutrony otrzymano za pomocą nanosekundowego impulsu laserowego. Artykuł został opublikowany także w Biuletynie Polskiej Akademii Nauk[1]

Gdyby przeanalizować skład autorski tych artykułów dałoby się wyodrębnić oddzielne trzy grupy: samodzielnie prof. S. Kaliski jako kierownik i sprawca jego (artykułu) powstania, Sławomir Denus i pięciu jego współpracowników z Z I – zespołu Fizyki Plazmy, oraz Zdzisław Jankiewicz i także pięciu jego współpracowników z Z IIIa – zespołu Laserów Dużej Mocy i Energii. Jak widać szef S. Kaliski zadbał o parytet reprezentacji zespołów wykonawców w zespole autorskim artykułu. Ja tak nie uważam. Moim zdaniem rodzaj i zakres prac do wykonania powinien dawać zespołowi laserowemu priorytet. Trzeba bowiem wiedzieć, że publikacja była poprzedzona kilku, a nawet może kilkunastodniowymi pomiarami naświetlania różnego rodzaju przygotowywanych tzw. tarcz krótkimi impulsami z lasera zbudowanego przez Z IIIa. Pomiary były prowadzone w marcu i kwietniu 1973 tuż przed Świętami Wielkiej Nocy. Ponieważ Z IIIa powstał na początku 1968, to budowa systemu laserowego użytego w pierwszych eksperymentach trwała cztery lata. Niby dość długo, ale biorąc pod uwagę jego budowę, poziom, z którego startowaliśmy i bazę techniczną jaka była dla nas dostępna myślę, że niewiele. Do tego zaraz powrócę.
Publikację artykułu i jego konsekwencje (konferencja w Ryni światowych zespołów zajmujących się laserową syntezą tj.) pozwolę sobie tu nazwać prawdą prof. S. Kaliskiego. Wspomagany był przez Z I – Fizyki Plazmy kierowanego przez dr S. Denusa, ale spójrzmy prawdzie w oczy, to prof. S. Kaliski odpowiadał za te eksperymenty i autoryzował uzyskane wyniki. Wynik, że prof. S. Kaliski otrzymał neutrony syntezy tj. został przez niego posłany w świat. To była niewątpliwie jego prawda. Zespół dr Denusa jedynie był wyposażony w stosowną aparaturą pomiarową zdolną do wykrycia i identyfikacji neutronów tj. spośród innych, które mogły tam się znaleźć. Był przy tym wspomagany przez S. Kaliskiego
Jednocześnie jego prawda wiązała się ściśle z prawdą naszą – prawdą Z IIIa. Przyznać należy, że publikacja oraz konferencja w Ryni nobilitowała nasz system laserowy. Ocenę, że nobilitowała podaję pewno nieco na wyrost. Ujawniła jego budowę, poddała go krytycznej ocenie porównawczej nie tylko specjalistów z krajów naszych sąsiadów, ale także ze Stanów Zjednoczonych. Na konferencji był obecny sam akademik N. Basow dyrektor i twórca budowanego w Moskwie do tego celu systemu laserowego oraz kierownik zespołu budującego wtedy największy taki system w LLNL w Stanach Zjednoczonych John Holtzrichter. Nasz laser był skromniutki. Różnił się od zagranicznych liczbą kanałów (wszystkie były wielokanałowe), od amerykańskiego dodatkowo średnicą materiałów aktywnych wzmacniaczy głównych, oraz sumaryczną energią działającą na tarczę. Zasadnicza struktura układu i najważniejszy jego parametr, czas trwania impulsu laserowego były tożsame. Biorąc to pod uwagę był podobny do innych.
Prawda Z IIIa
Piszę, że to prawda Z IIIa, a nie moja. Zaczynaliśmy co prawda w trzech z Włodzimierzem Nowakowskim i Jerzym Szydlakiem, ale zespół rósł i więcej osób miało na nią wpływ. Pobieżna analiza jak zbudowane powinny być te lasery ujawniła nasze kompletne nieprzygotowanie do tego zadania. Pięć głównych jego części składowych: synchronizowany z zewnątrz laser impulsów gigantycznych, układ migawki optycznej wycinający z impulsu gigantycznego (o czasie ok. 50 ns) impuls o czasie trwania ok. 2 ns, układ rozdzielający energię tego impulsu na poszczególne kanały, zespół (ciąg) wzmacniaczy w kanałach laserowych powiększające na ile tylko można energię tego impulsu i zespół zwierciadeł kierujących promieniowanie z poszczególnych kanałów na miniaturową (kuleczkę poniżej 1 mm) tarczę. Żadnego z podobnych układów nigdy w Polsce nikt nie budował, a nawet brak było elementów i podzespołów koniecznych do ich wykonania. Biorąc pod uwagę, że nasz system laserowy mógł się składać z dwóch maksymalnie czterech kanałów, co upraszczało rozdziały wiązki na poszczególne kanały i zestaw zwierciadeł kierujący promieniowanie z kanałów na tarczę, pozostałe jago części powalały.
Mieliśmy mieć do czynienia z impulsami nanosekundowymi, a tymczasem nie potrafiliśmy nawet ich zobaczyć i pomierzyć. Mieliśmy co prawda oscylograf o pasmie gigahercowym, ale takiego detektora impulsów świetlnych już nie mieliśmy. Wcześniej liznąłem trochę wiedzy z mikrofal, co pozwoliło mi zaprojektować taki układ. Szczęśliwie w ITE pracował mój przyjaciel, który wykonał dla nas specjalną konstrukcję fotodiody, co z podobną niestandardową konstrukcją kondensatora wykonanego w Miflex pozwoliło na zbudowanie takiego fotodetektora. Opisałem już go dokładniej i wcześniej nie będę do niego powracał.
Nie potrafiliśmy również wygenerować potrzebnego nam impulsu gigantycznego. Moi koledzy (Wiesław Wyrębski) z IEK budowali lasery na potrzeby armii, ale były to lasery z wirującym pryzmatem, w których moment pojawienia się impulsu nie mógł być synchronizowany z zewnątrz. Dla nas nie nadawały się. Potrzebowaliśmy takich laserów zbudowanych z użyciem komórek elektro-optycznych Kerra lub Pockelsa. Rzecz w tym, że komórek tych również nie posiadaliśmy. Wiedzę na ich temat należało też dopiero posiąść. Byłem z wykształcenia elektronikiem i w czasie studiów o takich elementach nas nie uczono. Konstrukcją bliższą opanowania okazała się Komórka Kerra. To dwie równolegle do siebie ułożone elektrody umieszczone w nitrobenzenie. Światło spolaryzowane przechodząc w stałym polu elektrycznym w nitrobenzenie doznaje obrotu wektora składowej elektrycznej pola e-m, czyli zmiany polaryzacji. Korzystając z tej możliwości można budować zarówno lasery impulsów gigantycznych jak i optyczne migawki przepuszczające światło. To samo można robić przy pomocy Komórek Pockelsa, a nawet łatwiej, bo do sterowania wymagają one mniejszych napięć, szczególnie ich odmiana zbudowana na kryształach deuterowanych znanych jako KDDP. Niestety żadnym z tych elementów nie dysponowaliśmy. Dewizami też nie dysponowaliśmy przynajmniej w początkowym okresie pracy.
Rozbudowałem zespół w szczególności o pracowników technicznych. Powstała pracownia chemiczna: należało czyścić nitrobenzen, pokrywać elektrolitycznie (nikiel, chrom) metale w tym aluminium a nawet tworzyć elektrolitycznie elementy torów falowodowych. Wszystko praktycznie nielegalnie, bo takie prace wymagają specjalnych pomieszczeń i spełnienia wymagań BHP. Powstała też pracownia mechaniczna. Był to raczej warsztat, a nie pracownia, ale na warsztat wymagane było specjalne zezwolenie. Królował w nim Pan Stasiu. Przyszedł z likwidowanego zakładu, skąd przejęliśmy praktycznie za darmo jeszcze w dobrym stanie niewielką tokarkę i frezarkę i pewno coś jeszcze. Wszystko załatwił Pan Stasiu, ja tylko stosowne pisma i transport. Pan Stasiu był „złotą rączką”. Wszystko potrafił. Owszem lubił wypić, ale umówiliśmy się, że nie będzie tego widać i nie było. Za to wkrótce znał wszystkich pracowników technicznych w WAT i zaspokajaliśmy nasze potrzeby, jeżeli tylko były możliwe w ramach WAT. Stasiu to załatwiał.
Komórki Kerra w znaczącym procencie wykonał, jak tylko potrafił, Pan Stasiu. Zaprosiłem go na herbatę i naszkicowałem jak taka komórka powinna wyglądać i co jest w niej ważne. Wszystko. Po tygodniu przyniósł swoje dzieło i pomiary równoległości elektrod. Powiedział, że lepiej nie potrafi. Czy jest wystarczająco dobra dla nas, też nie wiedziałem. Należało dać ją szlifierzom szkła i dokończyć. Zapomniałem dodać, że utworzyłem także pracownię obróbki optycznej w której zatrudniłem trzy osoby: dwóch szlifierzy i kierownika, który ich znalazł i przyniósł z sobą dwa proste obrotowe stoliki do szlifowania i polerowania elementów optycznych. Ja i moi współpracownicy uczyliśmy się od nich i przy nich. Szlifierze dokleili okienka do wykonanej przez Pana Stasia komórki zapewniając im prostopadłość do osi komórki i wzajemną równoległość. Ostatnie było najważniejsze.
Napełnione czystym nitrobenzenem (napięcie rzędu 20 kV/cm) pracowały, jak oceniliśmy bez zarzutu. Zostały powielone w kilku sztukach i posłużyły do budowy laserów impulsów gigantycznych. Wszystko działało. Nie wiem czy najlepiej na świecie; ale u nas tak. Pogratulowałem Panu Stasiowi. Był usatysfakcjonowany. Pierwszy raz widziałem, że był wzruszony.
Należało przystąpić do budowy migawki optycznej. Potrzebowaliśmy wytworzyć impuls o czasie trwania pojedynczych nanosekund. Zasadę działania takiego układu zobaczyłem w systemie laserowym zbudowanym w Moskwie w zespole N. Basowa. Nic lepszego nie byliśmy w stanie wymyśleć. Był to układ wytwarzający impuls wysokiego napięcia za pomocą rozwartych odcinków linii współosiowych. Start procesu wycinania (migawkowania) krótkiego impulsu dawał laserowy impuls gigantyczny. Z niego bowiem impuls krótki kilku nanosekundowy był wycinany. Z pewnymi kłopotami udało się u nas stosowny układ zbudować. Może wystarczy, gdy pokażę, jak działał na fotografii wykonanej z ekranu oscyloskopu. Migawką był układ na bazie skonstruowanej wcześniej Komórki Kerra.

Proces wycinania impulsu krótkiego (ok. 2,5 – 3 ns) z impulsu gigantycznego obrazuje linia środkowa. Pojawiający się impuls gigantyczny uruchamia układ migawki w okolicy swej wartości maksymalnej. Zagłębienie w impulsie gigantycznym wskazuje miejsce, gdzie zadziałała migawka i promieniowanie pokazane zagłębieniem zostało z impulsu głównego, gigantycznego wyłączone, wycięte. To pierwszy impuls na linii dolnej obrazu z oscyloskopu. Impuls druki na tej linii to ten sam impuls po wzmocnieniu. Linia górna jest skalą czasu. Bliżej działanie tego układu, układów wzmacniających i całego eksperymentu jest opisana we wspomnianych publikacjach.
Opracowaliśmy układ laserowy nowatorski pod każdym względem, budując go od podstaw łącznie z zasadniczymi elementami składowymi. Nie poprzestaliśmy na tym. Wkrótce wykorzystując zewnętrzny ośrodek naukowy COBRABiD, rozpoczęliśmy hodowlę kryształów KDDP i opracowaliśmy naszą konstrukcję Komórek Pockelsa. Komórki Pockelsa według tego projektu nasz współpracownik Ryszard Wodnicki produkował je później i z powodzeniem sprzedawał na cały świat.
Znikająca prawda.
Powinniśmy być zadowoleni i byliśmy, w szczególności ja. Do dziś trudno mi uwierzyć, że to
wszystko udało się zrobić. Jak wiadomo opuściłem Z IIIa, nie przeszedłem do tworzonego przez S. Kaliskiego instytutu IFPiLM i pozostałem w WAT. Niestety minister Kaliski wkrótce uległ wypadkowi i zginął.
W pewnym momencie zauważyłem, że nasza prawda z tego okresu (prawda Z IIIa) zniknęła. Stało się to za sprawą arcyciekawego zabiegu. W życiorysie prof. S. Kaliskiego przy informacji dotyczącej otrzymania neutronów syntezy pojawił się dopisek, że stało się to dzięki eksperymentowi Laser–Focus. Kaliski poszukiwał różnych dróg realizacji syntezy, układ Focus był także budowany przez pracowników Instytutu Badań Jądrowych a nawet podobno w 1975 przeprowadził eksperymenty współdziałania urządzenia Focus i lasera na dwutlenku węgla (CO2) i nic z niego nie wyszło. Było to dopiero za dwa lata. Nasz eksperyment miał miejsce w 1973 r. i żadnego Focusa wtedy jeszcze nie było, a w składzie autorskim artykułów także nikogo a IBJ. Dopisek był niezwykle kąśliwy. Można go było zrobić dopiero po śmierci Kaliskiego. Co z pokazanymi powyżej publikacjami? Stwierdziłem to także dopiero po czasie. Zniknęły z zestawu eksponowanych jego prac. Kaliski tak wiele napisał artykułów, że zawsze można wybrać odpowiednią porcję. Wiadomo, że nikt nie będzie dokładnie tego sprawdzał.
I co Państwo powiecie? Majstersztyk. Ten numer mógł wymyśleć ktoś niezwykle biegły w takich pomysłach. Mam podejrzenia, jeżeli nie sprawcy to na pewno pomysłodawcy, ale nie chcę tu rozwijać tego wątku. Na dodatek w historii Instytutu Optoelektroniki WAT nie ma wzmianki, jaki użyty był w eksperymencie z neutronami układ laserowy i że istniał. Nie było też wzmianek o budowie komórek Kerra. Komórki Pockelsa może i były, ale nie były kojarzone z Z IIIa. Nawet były sprzedawane, ale przez firmę Solaris (właściciel z Austrii). Pełna bezradność.
Z prawdą Z IIIa jestem osobiście związany. To duża część mojego życia i merytorycznego, osobistego zaangażowania. To zabranie nie tylko mnie, ale także moim współpracownikom ich znaczącego dorobku. Trudno mi się z tym zgodzić.
Kiedyś udało mi się wyjaśnić Pani Dyrektor Biblioteki WAT, że dopisek Laser-Fokus do tego eksperymentu nie ma sensu. Może nawet dopisek zniknął i go teraz nie ma, choć pewności na mam. Za to dwóch (podanych powyżej) artykułów w prezentacji najważniejszych prac prof. Kaliskiego brakuje. Proszę sprawdzić publikacje z 1973 na wystawie w Bibliotece WAT. Nie ma ich nawet w prezentacji jego dorobku w Szkołach imienia S Kaliskiego w Toruniu.
Sensowne staje się zatem pytanie, czy prawda Z IIIa istnieje? Niby tak, ale nawet fakty można tak zawoalować, że trudno je dostrzec. Czyżby prawda nie była prawdą obiektywną?
[1] S. Denus, Z. Jankiewicz, S. Kaliski, S. Kowalski, S. Nagraba, W. Nowakowski, P. Parys E. Stefaniak, J. Szydlak, W. Szypuła, R. Wodnicki, J. Wolski, J. Wołowski, „Generation of Neutrons in Plasma Produced by a Strong Laser Pulse” – Presented by S. Kaliski on June 18, 1973.