| by Zdzisław Jankiewicz | No comments

Cud gospodarczy

Cud gospodarczy – to określenie mające scharakteryzować stan obecnej gospodarki naszego kraju. To nie moje określenie. Po pierwsze ja się na gospodarce aż tak dobrze nie znam, by takie sądy ferować, a po drugie osobiście tak nie uważam. Nie mniej słyszę to często. Ostatnio aż z dwóch ust. Naszego premiera, co nie dziwi. Zawsze kłamie i teraz też nie mówi prawdy. Przynajmniej całej prawdy. Głownie chwalił się niską inflacją i dużym rocznym przychodem. To, dlaczego mamy taki wysoki dług – ani słowa. Zadziwił mnie jednak prezydent. Porównując rozwój naszego kraju z innymi w Europie użył także tego sformułowania. Przyznaję się, że głosowałem na niego. Zostałem skarcony za to aż przez dwie moje znajome. Jedna, że nie należę przecież do „ciemnogrodu” i nie powinienem. Nie wiem kto tworzy ciemnogród i gdzie on jest? Pochodzę ze wsi i będę protestował, gdyby tam go szukać. Może nie protestowałbym, gdyby zaliczyła mnie do elit. W końcu profesor. Jednak ostatnio słuchałem zdanie bardzo znanego aktora niewątpliwie zaliczanego i do elit, i zapewne do celebrytów. Doszedłem do wniosku, że na zaliczeniu mnie do takich elit mi nie zależy. 

Inna moja znajoma zdyskredytowała pana prezydenta za jego zachowanie. Jest krzykliwy czy coś w tym rodzaju. Jako długoletni wojskowy (proszę sobie wyobrazić służyłem prawie aż 45 lat) też do zachowania pana prezydenta mam uwagi. Daleki jestem od przesady, ale przy powitaniu żołnierzy przyjmuje się tak zwaną postawę zasadniczą. Nogi razem, a nie w rozkroku. Należy się także wyprostować i ręce trzymać wzdłuż ciała, a nie być nieco pochylony z rękoma lekko z przodu. Cóż, muszę przyznać, że nieco mnie to razi. Może nie służył w wojsku i nie nauczyli go. A może to nawyki zapożyczone z uprawianych sportów. Co by nie było, nie może wpływać decydująco na jego ogólną ocenę. Przecież równie dobrze mógłby mieć odstające uszy. Takie sprawy nie mogą decydować. Nie ważne też jak mówi. Ważne co się mówi. W charakterystycznym czasie piszę te słowa. W Davos prezydent brał udział w dyskusji zorganizowanej przez Marka Rutte – sekretarza generalnego NATO, spotkał się z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem. Udzielił też wywiadu TV Republika. Warto zapoznać się z tym co powiedział. Chyba nie powinniśmy się wstydzić. Stać na baczność będzie jeszcze tyle razy, że może się tej postawy nauczy. Dojdźmy także do wniosku, że nie krzyczy, a mówi donośnym głosem. Niewielka różnica. Zresztą prezydenta po prostu Polacy już wybrali i go mamy. Ja uważam, że wybrali dobrze, a nawet bardzo dobrze. 

Pozwólcie, że powrócę do sprawy cudu gospodarczego. Jakbym nie usprawiedliwiał czynów i słów pana prezydenta, gospodarczego cudu nie mogę się dopatrzeć. Od prezydenta wymagałbym większego nieco rozeznania. Pozwolą państwo, że spróbuję z tym zdaniem podyskutować.

Jeżeli założę, że pan prezydent chciał nas poinformować o wzroście w tym czasie zamożności naszego społeczeństwa, to się z tym zgodzę. Jest tak w istocie i stało się dzięki naszej pracowitości. Chciałbym jednak by było tak nie tylko dzięki ilości godzin spędzonych w pracy, ale również przez jej nowoczesną organizację, a przede wszystkim asortyment i jakość wytwarzanych produktów.

Sięgnijmy do historii, specjalności naszego prezydenta. Młode państwo polskie powstałe w 1918 roku wywalczyło sobie terytorium jakie wtedy było w stanie, w tym bardzo skromny dostęp do morza, ale bez portu. Gdańsk uznany został „wolnym miastem” tylko dlatego by nie stał się polskim portem. Zostawić duży port w granicach kraju o tak krótkiej linii brzegowej bez możliwości korzystania z niego to praktycznie pozbawienie Polski prerogatyw wynikających z graniczenia z Bałtykiem. A jednak tamto państwo, tamten naród zbudował tuż obok Gdańska nowy port, nowe miasto Gdynię. Nie tylko port, ale w nim także stocznię by w pełni zasługiwać na miano państwa z dostępem do morza. Wybudował i skutecznie konkurował z sąsiednim kolosem. Nie tylko zadbało o rejon nadmorski. Do życia budził się cały kraj, cały naród. W czasie zaborów ludność Polski pozbawiona możliwości powszechnej edukacji szczególnie na wsiach zamieszkiwana była w większości przez analfabetów. Urodziłem się na wsi i dobrze to wiem. Dlatego wspominam tu o powszechnym podejmowaniu działań nad budową wiejskich szkół i przygotowaniem dla nich nauczycieli. Były to szkoły podstawowe, czteroklasowe zaledwie, ale wiejskie dzieci przestały już być analfabetami. Ja nie zdążyłem, ale moje starsze rodzeństwo chodzili do nich.

Powróćmy jednak do działalności przemysłowej w młodym państwie polskim. Wspomnieć trzeba o COP (Centralnym Ośrodku Przemysłowym), utrzymaniu naszych kompetencji w produkcji tkanin (wełna bielska, Łódź i miejscowości okoliczne), przemysł wydobywczy itp. Pamiętać należy, że kraj miał wtedy zaledwie dwadzieścia lat pokoju. Może właśnie ten okres należałoby określić w naszej historii mianem cudu. Później przyszła najstraszliwsza z wojen, z której kraj wyszedł okrutnie okaleczony i straszliwe zrujnowany.

Dziś od czasu zakończenia wojny upłynęło już osiemdziesiąt lat. To cztery razy dłużej niż mieli nasi przodkowie w międzywojniu. Cóż takiego w tym czasie zwojowaliśmy? Wiem, że przeszło polowa tego czasu przypadła na tzw. PRL. Włączeni w sferę krajów podległych ZSSR, odgrodzeni byliśmy „żelazną kurtyną” od konkurencji z rozwiniętymi krajami i dostępem do najnowszych technologii. Ja jednak nie mogę potępić wszystkiego, co wtedy robiliśmy i czego dokonaliśmy. 

Wiem, co mi zostanie zarzucone. Należę do pokolenia, którego czas najbardziej produktywny przypadł na ten okres. Posądzani jesteśmy o komunizowanie, współpracę z sowietami i uleganie ich wpływom i propagandzie. Pewnie to prawda w stosunku do wielu tzw. „działaczy”. Gdy chodzi o mnie, prawdą jest, że wiele podróżowałem po byłym Związku Radzieckim. Jako szef grupy badawczej w WAT nawiązywałem kontakty i współpracę z podobnymi grupami tam, lecz zachowaliśmy zdrowy rozsądek. Wiele podróżowałem też po drugiej stronie kurtyny. Różnice widziałem i zdawałem sobie sprawę z ich istoty. Chodzi o co innego. Pewne działania Polska wtedy podejmowała i powinna była podejmować. To pospieszna odbudowa zniszczonego kraju. Dla przykładu przywołać należy „pustynię” jaką Niemcy zrobili z Warszawy. Nie tylko. W takim stanie był Wrocław, Szczecin i inne, mniejsze miasta. Można by pewno zaniechać lub zmniejszyć towarzyszącą odbudowie propagandę, ale odbudowywać należało zawsze. Co z przemysłem? Potrzebowaliśmy dewiz – dolarów. Mógł dać je głównie węgiel i inne kopaliny np. miedź. Przemysł wydobywczy był intensywnie rozwijany. Na światowym poziomie technologicznym. Rozwój innych gałęzi odbywał się niestety z kłopotami. Nie tylko w PRL, ale w szczególności już także w tej naszej prawdziwej i wolnej Polsce. Niestety. To jest mój ból i przeświadczenie, że z cudem gospodarczym wspólnego mamy niewiele. Weźmy pod uwagę Ursus. Miasteczko pod Warszawą i traktor. Było wszystko. Infrastruktura, kadra wykonawcza, produkt może jeszcze nie doskonały, ale niezły i doświadczenie. Należało co najwyżej szukać jego modernizacji i w szerokim asortymencie udostępnić polskiej wsi i na eksport. Podjęcie produkcji Fergusona to nie tylko błąd, to szkodnictwo. Kto to zrobił i kto się na to zgodził? Dziś w Ursusie na miejscu fabryki traktorów mój wnuk kupił sobie mieszkanie. Do produkcji traktorów powrócić się już nie da. Nie do wiary, że można mieć tak nieodpowiedzialnych i polityków, i menadżerów.

Nośne społecznie jest to co wyprawialiśmy z produkcją samochodów. To pełna kompromitacja. Produkowaliśmy jakiś czas te rdzewiejące pudła pod nazwą Fiat 125 (Polski Fiat). Z daleka pachniało to korupcją. Z czasem produkt był coraz gorszy, a w końcu nie dało się tym jeździć. „Maluch” jako drugi samochód miejski mógł być, ale jako jedyny samochód na długie podróże, to nieszczęście. Nie wiem czy to prawda, że za jego licencją stał syn Bieruta. Jeżeli tak to produkt godny protektora. W końcu wydawało się, że znaleziono serię niezłych produktów Koreańskich (marki Daewoo), które doprowadziliśmy też wkrótce do poziomu szmelcu. Miałem, mogę zaświadczyć. Jakaś niestabilna konstrukcja. Uszczelki w drzwiach ulegały zniszczeniu. Nic w tych polskich samochodach nie było modernizowane ani silniki, ani karoserie. Miałem możność kupić samochód do pracy. Wybór padł na Poloneza z wysokoprężnym silnikiem. Identyczny silnik miał francuski Citroen BX. Jeździłem takim prywatnie. Był znośny. Gdy uruchomiłem silnik w zakupionym Polonezie, myślałem, że coś się stało taki był wewnątrz łomot. Silnik był zamocowany wyjątkowo niechlujnie. Czy my nie jesteśmy w stanie produkować przyzwoitego samochodu? Z tego wynika, że nie. Czesi potrafią, Rumuni od lat wypuszczają następców niezbyt udanego francuskiego Renault. My nie. Panie prezydencie proszę mi pokazać te cuda techniki składające się na wspomniany na wstępie cud gospodarczy. Ja ich nie widzę. Nie będę się wysilał i podawał inne produkty równie bezmyślnie utracone. Państwo jak sądzę mogą podać ich dalszą niemałą liczbę.

To w takim razie na czym zarabiamy, że poziom życia społeczeństwa jest znośny i rośnie? Spróbujmy uczciwie odpowiedzieć na to pytanie. Rolnictwo (drobne, rodzinne) przemysł przetwórczy rolny (zbyt skromny w polskich rękach), związany głównie z przemysłem niemieckim przemysł części składowych urządzeń montowanych za granicą. To bardzo niebezpieczne rozwiązania. Mamy zbyt duży procent ludności zatrudnionych w produkcji rolnej. Brak a naszych granicach końcowych montowni produktów czyni nas wyjątkowo podatnymi na oddziaływania polityczne na nasz kraj. To nie my możemy zrezygnować z danego dostawcy półproduktów, mogą to zrobić inni i nas pozbawić możności ich dostaw. Nie chcę siać czarnowidztwa, ale czyżby ten proces nie zaczął się realizować? Jeżeli nie sam proces to przygotowania do niego. Przywołajmy rozwiązania unijne, które zaczynają obowiązywać w rolnictwie. Import z Ukrainy i Ameryki Południowej nasze rolnictwo czyni w pełni nieopłacalnym. Co zrobią miliony zadłużonych rodzin rolniczych. Utracą miejsca pracy – swoją ziemię. Kto ją wykupi? Jest do przewidzenie. Są do przewidzenia inne scenariusze. W Polsce zamyka się zakłady pracy. Rośnie bezrobocie. Na dodatek na potęgę Polska się zadłuża. To droga do zamiany naszego kraju w miejsce zamieszkania taniej siły roboczej do wykorzystania gdzie indziej. Czy to ma być ten cud, do którego usilnie zmierzamy w ramach Wolnej Zjednoczonej Europy? Dzieci szkoda.

Panie Prezydencie. Czas na powstanie. Teraz może się to odbyć dość minimalnym kosztem. Im dalej, tym będzie trudniej i koszty będą jeszcze rosnąć. Rodacy, przynajmniej wstańmy z kolan.